Przejdź do głównej zawartości

Drobne kroczki

 Hej!

Jestem właśnie nad rzeką. To pomyślałam, że odezwę się. Dzisiaj ma być ponad 30 stopni. Nawet woda jest ciepła. Wzięłam książkę, trochę poczytam, trochę się pomoczę. 

A z rzeczy najważniejszych, czyli dietowych to zaczęło mi iść dosyć dobrze, na wadze zaczyna być to widoczne. Ale na razie nie piszę nic więcej i nie nakręcam się jakoś euforycznie bo za każdym razem to zaprzepaszczałam. No, zobaczymy za jakiś czas, jak osiągnę jakiś prog, który sobie wymyśliłam to dam znać:))

Trzymajcie się w ten upał!



J.




Komentarze

  1. Hej! bardzo się cieszę! powodzenia. Co czytasz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życie Pi:)) Widziałam kiedyś film ale książki nie czytałam wcześniej

      Usuń
  2. Marzy mi się taki dzień jak odpisałaś i to od dwana. Na spokojnie i nad wodą. Fajnie, że dobrze Ci idzie i oby tak dalej. Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Misz masz

 Nie odzywałam się ponad miesiąc. Nie wiem dlaczego zwlekałam. Na razie w tym poście przedstawię jakiś zarys życiowych aktualizacji. Najważniejsza kwestia - przeprowadziłam się. Wynajęłam sobie mieszkanie i jestem z tego bardzo zadowolona. Mieszkam sama z kotami. W końcu mogę odetchnąć, pobyć sama ze sobą. Przede wszystkim skupić się na sobie. W listopadzie ostatecznie zakończyłam związek, który trwał jakieś 3 lata. To były dobre trzy lata. Pierwszy raz w życiu miałam naprawdę normalne życie. Pod wieloma względami nie mogłam trafić lepiej. Stabilizacja, rodzina partnera, która bardzo mnie lubiła - do dzisiaj jego tata odzywa się czasem do mnie. Miałam właściwie wszystko, o nic nie musiałam się martwić. Rozstaliśmy się w zgodzie, bez awantur. Po prostu stwierdziliśmy, że nie pasujemy do siebie. Sporo w tym jednak mojej winy, tak to czuję. Stwierdziłam, że nie jestem gotowa na normalne życie. Że nigdy go nie miałam tak naprawdę i nie potrafię, nie odnajduje się w takich warunkach. Ju...

Żyję!

Daję znać, że jestem! I nie opuściłam bloga. Miałam udane wakacje. Pełne dwa tygodnie spędziłam poza domem. To pierwszy raz od kilku lat, że aż tyle ciągiem byłam na urlopie poza chałupą. Waga zaraz po wakacjach prawie bez zmian - sporo pysznego jedzenia ale też ruchu, więc jakoś wyzdrowiało się. Natomiast ostatnio dużo emocjonalnego jedzenia i prawie że wróciłam do punktu wyjścia.... Nie poddaję się, próbuję dalej. Najważniejsza sprawa poza dietą - dostałam kredyt i będę miała w końcu swoje i tylko swoje miejsce na Ziemii!  Zabiorę się, żeby znowu pisać w miarę regularnie i nadrobię Wasze wpisy:) w każdym razie jestem. Pozdrawiam!

Update

Dwa dni temu zważyłam się i nie jest najgorzej. Jest +2kg czyli 56,5 kg. Ale dzisiaj dostałam okres także pewno ten minimum kilogram poleci. Zaczęłam chodzić na basen. Myślę, czy się nie zapisać na pilates taki gdzie ćwiczy się na reformerach. Akurat niska intensywność, nie rozbudowuje mięśni ale lekko je wzmacnia. No jeszcze zobaczę. Dam znać w kolejnych dniach jak to dalej się rozwija. Pozdrawiam:)