Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2026

Aktualizacja na dzień 10.06

 Ale ten czas szybko leci! Piszę na szybko, bo już oczy mi się zamykają. Staram się trzymać dietę, albo chociaż jeść "na oko" rozsądnie. Dzisiaj waga lekko poniżej 55 kg. Jak jem swoje stałe produkty, nie napycham się bez sensu i unikam cukru to waga wygląda właśnie tak, że jest troszeczkę poniżej 55 kg albo coś w okolicy 55 kg. Niestety jak się nażrę to waga wzrasta tak do 56 kg z hakiem. Widzę to głównie po brzuchu, bo niestety to chyba moje najbardziej problematyczne miejsce. Do tego jestem pewnie wtedy opuchnięta wodą zatrzymująca się od nadmiaru cukru. Staram się w miarę regularnie ćwiczyć a przynajmniej po trochę uczyć się systematyczności w tym zakresie i wytrwałości. Najważniejsza jest właśnie ta regularność, pojedyncze zrywy nie dają wymiernych korzyści. Pomyślałam, że w sumie wagę mam nawet ładną ale niestety ciało jest brzydkie. To takie typowe skinny fat. Spróbuję bardziej skupić się na ćwiczeniach bo pewnie grubym w tym zakresie poczyniła postępy to i dalsze jaki...

Dalej

 Eh, niestety, z wagi, do której w ostatnim czasie udało mi się zejść została połowa. W pewnym momencie było 54,7 kg a dzisiaj ponad 56 kg. Jadłam dużo przez weekend i taki skutki.  Jak zaczęłam kolejną próbę odchudzania to zdecydowałam się na kupowanie tych samych produktów. Także miałam zazwyczaj: awokado, serki wiejskie, serki bieluch w tej wersji lekkiej, grapefruit, owoce mrożone do serków, czasem filet z kurczaka, jajka, skyr waniliowy i zwykły, olej lniany do awokado i frytki aviko do airfryer.Kupowałam raz w tygodniu w takiej ilości, żeby wystarczyło na około tydzień. Jak zdecydowałam się jeść więcej tłuszczu i białka to byłam bardziej syta i to na długo Taki system zakupowy mi się sprawdzał, nie musiałam ciągle zastanawiać się co zjeść. Starałam się ćwiczyć chociaż trochę z gumami ale chyba zamowie hantelki z takim gryfem, do którego można dokupować talerze. Basenu nie było już z tydzień. Miałam okres to jakoś tam się w głowie usprawiedliwiam. Chciałabym wrócić do bie...

Pizza z zamrażarki

 Wczoraj to był tragiczny dzień żywieniowy. Rano zjadłam serek wiejski, ale po południu taki głód mnie opanował. Pomyślałam, że w domu muszę dopiero przygotować obiad to wpadłam do Żaby kupić pizzę taką wiecie zamrożoną. Na chałupie wrzuciłam do airfryeta na kilka minut i pożarłam całość z ketchupem.. na kartonie było napisane, że to ponad 900 kalorii..  potem jeszcze wpadł banan i makaron z sosem słodko -kwaśnym ze słoika:D Taki ssący głód mam przed okresem. Masakra, ciężko nad tym zapanować. Ale dzisiaj dostałam okres... także powinno być lepie zwłaszcza, że dzisiaj było już normalnie. Zjadłam niecałe 1000 kcal, rano były ćwiczenia z gumami na tyłek (haha) a wieczorem 43 minuty pływania. Także jestem zadowolona.

Dużo pozytywnych rzeczy

 Cześć! Witam po długiej przerwie. Nie pisałam długi czas ale nie zapomniałam o blogosferze. Prawie codziennie wchodziłam, przeglądałam, czytałam i zbierałam się do napisania ale jakaś bezsiła mnie ogarniała. A do napisania zmotywował mnie powrót aandetand! Zacznijmy od wagi. W ostatnim czasie znowu zaczęłam lepiej ogarniać żywienie i dietę. Wzięłam z pracy kartę sportową i od niedawna dosyć często chodzę na basen i staram się pływać przez godzinę. Czy to lepiej czy gorzej ale staram się trzymać tego limitu godziny. Woda ładnie wyciąga a ja dodatkowo bardzo lubię pływać. Waga zaczęła spadać. Dzisiaj z rana 54,75 kg. W końcu udało się przebić tę granicę 55 kg, której od dawna nie byłam w stanie pokonać. Wczoraj bardzo mało zjadłam, więc to też pewnie kwestia pustego żołądka ale póki co widzę efekty. Nawet jeśli powoli to ważne, że do celu! A w pracy mówią, że jestem coraz szczuplejsza, więc chyba to zauważalne. A to co mnie w ostatnim czasie zajmuje - zdecydowałam się w końcu kupić ...

Misz masz

 Nie odzywałam się ponad miesiąc. Nie wiem dlaczego zwlekałam. Na razie w tym poście przedstawię jakiś zarys życiowych aktualizacji. Najważniejsza kwestia - przeprowadziłam się. Wynajęłam sobie mieszkanie i jestem z tego bardzo zadowolona. Mieszkam sama z kotami. W końcu mogę odetchnąć, pobyć sama ze sobą. Przede wszystkim skupić się na sobie. W listopadzie ostatecznie zakończyłam związek, który trwał jakieś 3 lata. To były dobre trzy lata. Pierwszy raz w życiu miałam naprawdę normalne życie. Pod wieloma względami nie mogłam trafić lepiej. Stabilizacja, rodzina partnera, która bardzo mnie lubiła - do dzisiaj jego tata odzywa się czasem do mnie. Miałam właściwie wszystko, o nic nie musiałam się martwić. Rozstaliśmy się w zgodzie, bez awantur. Po prostu stwierdziliśmy, że nie pasujemy do siebie. Sporo w tym jednak mojej winy, tak to czuję. Stwierdziłam, że nie jestem gotowa na normalne życie. Że nigdy go nie miałam tak naprawdę i nie potrafię, nie odnajduje się w takich warunkach. Ju...