Cześć! Witam po długiej przerwie. Nie pisałam długi czas ale nie zapomniałam o blogosferze. Prawie codziennie wchodziłam, przeglądałam, czytałam i zbierałam się do napisania ale jakaś bezsiła mnie ogarniała. A do napisania zmotywował mnie powrót aandetand! Zacznijmy od wagi. W ostatnim czasie znowu zaczęłam lepiej ogarniać żywienie i dietę. Wzięłam z pracy kartę sportową i od niedawna dosyć często chodzę na basen i staram się pływać przez godzinę. Czy to lepiej czy gorzej ale staram się trzymać tego limitu godziny. Woda ładnie wyciąga a ja dodatkowo bardzo lubię pływać. Waga zaczęła spadać. Dzisiaj z rana 54,75 kg. W końcu udało się przebić tę granicę 55 kg, której od dawna nie byłam w stanie pokonać. Wczoraj bardzo mało zjadłam, więc to też pewnie kwestia pustego żołądka ale póki co widzę efekty. Nawet jeśli powoli to ważne, że do celu! A w pracy mówią, że jestem coraz szczuplejsza, więc chyba to zauważalne. A to co mnie w ostatnim czasie zajmuje - zdecydowałam się w końcu kupić ...
Nie odzywałam się ponad miesiąc. Nie wiem dlaczego zwlekałam. Na razie w tym poście przedstawię jakiś zarys życiowych aktualizacji. Najważniejsza kwestia - przeprowadziłam się. Wynajęłam sobie mieszkanie i jestem z tego bardzo zadowolona. Mieszkam sama z kotami. W końcu mogę odetchnąć, pobyć sama ze sobą. Przede wszystkim skupić się na sobie. W listopadzie ostatecznie zakończyłam związek, który trwał jakieś 3 lata. To były dobre trzy lata. Pierwszy raz w życiu miałam naprawdę normalne życie. Pod wieloma względami nie mogłam trafić lepiej. Stabilizacja, rodzina partnera, która bardzo mnie lubiła - do dzisiaj jego tata odzywa się czasem do mnie. Miałam właściwie wszystko, o nic nie musiałam się martwić. Rozstaliśmy się w zgodzie, bez awantur. Po prostu stwierdziliśmy, że nie pasujemy do siebie. Sporo w tym jednak mojej winy, tak to czuję. Stwierdziłam, że nie jestem gotowa na normalne życie. Że nigdy go nie miałam tak naprawdę i nie potrafię, nie odnajduje się w takich warunkach. Ju...