Przejdź do głównej zawartości

Aktualizacja na dzień 10.06

 Ale ten czas szybko leci! Piszę na szybko, bo już oczy mi się zamykają. Staram się trzymać dietę, albo chociaż jeść "na oko" rozsądnie. Dzisiaj waga lekko poniżej 55 kg. Jak jem swoje stałe produkty, nie napycham się bez sensu i unikam cukru to waga wygląda właśnie tak, że jest troszeczkę poniżej 55 kg albo coś w okolicy 55 kg. Niestety jak się nażrę to waga wzrasta tak do 56 kg z hakiem. Widzę to głównie po brzuchu, bo niestety to chyba moje najbardziej problematyczne miejsce. Do tego jestem pewnie wtedy opuchnięta wodą zatrzymująca się od nadmiaru cukru. Staram się w miarę regularnie ćwiczyć a przynajmniej po trochę uczyć się systematyczności w tym zakresie i wytrwałości. Najważniejsza jest właśnie ta regularność, pojedyncze zrywy nie dają wymiernych korzyści. Pomyślałam, że w sumie wagę mam nawet ładną ale niestety ciało jest brzydkie. To takie typowe skinny fat. Spróbuję bardziej skupić się na ćwiczeniach bo pewnie grubym w tym zakresie poczyniła postępy to i dalsze jakieś większe schodzenie z wagi nie byłoby bardzo konieczne a ciało wyglądałoby dużo lepiej. Teraz jest miękko, niestety.

Dzisiaj podpisałam umowę przedwstępną na zakup mieszkania, jutro składam wniosek o kredyt i już nic nie zależy ode mnie. Zrobiłam wszystko. Będę czekała na decyzję. Podobno w moim banku to kwestia 1,5 tygodnia. 22.06 wyjeżdżam na urlop. Wrócę początek lipca i już wtedy powinnam wiedzieć na czym stoję:)

W sumie same pozytywy w życiu póki co, nie ma co na siłę wymyślać problemów!

Pozdrawiam!

Komentarze

  1. Wow, mieszkanie to ogromny krok! Trzymam kciuki! Pięknie ważysz, rzeczywiście, trening siłowy zrobiłby cuda z figurą, przemyśl to, widzę po sobie jak fajnie mogę wyglądać mimo 78, tak 78 kg ćwicząc

    OdpowiedzUsuń
  2. Powodzenia z chatą! Będę trzymała kciuki. No i fajnych wakacji. Waga w końcu zejdzie, mi tak samo skakała i za nic w świecie poniżej 54kg nie chciała zejść

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Załamka

 Hej, już nie wiem co robić. Od dawna kręcę się w kółko. Co waga spadnie tak poniżej 58 kg tak na drugi dzień (jak dziś) znowu pokazuje 60 kg. I żebym się objadala ale nie. Jem mało. Na pewno poniżej 1000 kcal... Nie jem żadnych słodyczy, nie jestem przed okresem. To aż niemożliwe. Nie wiem już co robić.  Wczoraj zjadłam 2 grahamki, jabłko i małą miskę zupy z warzywami gotowanej na kurczaku.... To przecież nie jest z pewnością nawet 1000 kcal ..

Od początku

 Hej... Postanowiłam posłuchać Arieli i ograniczyć pieczywo do minimum. Nie rozumiem tych skoków wagi. Co zejdę poniżej 59 kg to w jeden dzień wsjakuje z powrotem na 60 kg. Startuję kolejny raz od początku z wagą z dzisiaj 60,65 kg... Postaram się znowu zmniejszać porcje, nie jeść słodyczy/cukru (to akurat wychodzi bardzo dobrze). Co tu więcej pisać. Mam mało energii ostatnio ale tak bardziej z rana. Nie mogę się dobudzić, późno chodzę do pracy. Pod wieczór mi się poprawia. No nic. Mam przynajmniej cel... Wczoraj zobaczyłam swoje odbicie w witrynie sklepowej i znowu była załamka. Niby waga w normie (chociaż na granicy) a sylwetka nic a nic nie jest lekka. I jeszcze ten wielki brzuch jakbym była w ciąży.. próbuję go ukryć pod luźnymi koszulkami, bo cóż zrobić. Do następnego! J.

Misz masz

 Nie odzywałam się ponad miesiąc. Nie wiem dlaczego zwlekałam. Na razie w tym poście przedstawię jakiś zarys życiowych aktualizacji. Najważniejsza kwestia - przeprowadziłam się. Wynajęłam sobie mieszkanie i jestem z tego bardzo zadowolona. Mieszkam sama z kotami. W końcu mogę odetchnąć, pobyć sama ze sobą. Przede wszystkim skupić się na sobie. W listopadzie ostatecznie zakończyłam związek, który trwał jakieś 3 lata. To były dobre trzy lata. Pierwszy raz w życiu miałam naprawdę normalne życie. Pod wieloma względami nie mogłam trafić lepiej. Stabilizacja, rodzina partnera, która bardzo mnie lubiła - do dzisiaj jego tata odzywa się czasem do mnie. Miałam właściwie wszystko, o nic nie musiałam się martwić. Rozstaliśmy się w zgodzie, bez awantur. Po prostu stwierdziliśmy, że nie pasujemy do siebie. Sporo w tym jednak mojej winy, tak to czuję. Stwierdziłam, że nie jestem gotowa na normalne życie. Że nigdy go nie miałam tak naprawdę i nie potrafię, nie odnajduje się w takich warunkach. Ju...